Mieczysław Abramowicz


PODRÓŻ ŻYCIA   

W siedemdziesiątą rocznicę Kindertransportów
 

 

 Morska odyseja

 3. marca 1939 roku z Gdańska wyruszył do Palestyny pierwszy, zorganizowany transport Żydów. Prasa gdańska nie zauważyła tego wydarzenia. Obszerną relację zamieścił jednak londyński „Times” z 4. marca:

„Pierwszy kontyngent około 500 emigrujących Żydów opuszcza dzisiaj rano Gdańsk z nieznanym miejscem przeznaczenia. [Emigranci] gromadzą się wraz z krewnymi i przyjaciółmi o godz. czwartej rano pod budynkiem urzędu celnego niosąc duże tłumoki osobistych rzeczy. Urzędnik w uniformie wywołuje nazwiska z listy przez megafon i każdy z wyjeżdżających zostaje poddany drobiazgowej rewizji osobistej w poszukiwaniu dewiz. Później nie wolno już stykać się z krewnymi”.

Sporządzony w roku 1961 przez rząd Nadrenii-Palatynatu (archiwalia dotyczące żydowskiej emigracji znajdowały się wówczas w Mainz) „dziennik podróży” w sposób beznamiętny relacjonuje tułaczkę „transportu 500.”: „Z Gdańska autobusami i ciężarówkami do Malborka, stamtąd zamkniętym pociągiem przez Wrocław, Wiedeń, Budapeszt do Reni (port w Delcie Dunaju). 5 marca zaokrętowanie na frachtowiec „Astir” (około 546 ton, 700 pasażerów). Z Reni rejs przez Warnę (7. marca), Istambuł, Samos (13. marca) i Rodos na Cypr. Stąd z powrotem do Grecji (od 15. do końca marca), aby na Zoa pobrać żywność, wodę i węgiel. Stamtąd w kierunku Palestyny. 4. kwietnia zatrzymanie przez policję brytyjską u wybrzeży Hajfy. Rejs powrotny do portu Labrio koło Aten (10. kwietnia). Stamtąd na Kea i Kretę (od 15. do 24. czerwca). Ponownie w kierunku Palestyny. Na pełnym morzu przesiadka na żaglowiec motorowy. Przy brzegu Gazy wejście na mieliznę”.

Kilkumiesięczna odyseja gdańskich Żydów (oraz około trzystu Żydów węgierskich, bułgarskich i rumuńskich, których również umieszczono na „Astir”), obfitująca w epidemie chorób wybuchające na przeludnionym statku, głód, konflikty i ogromne cierpienie zakończyła się na początku lipca 1939 roku.

 Szanghaj

 W roku 1938 przed żydowskimi emigrantami z opanowywanej przez nazistów Europy otworzyła się na krótko nowa droga ucieczki. Chiński Szanghaj, co prawda w części opanowany od poprzedniego roku przez sprzyjających hitlerowskim Niemcom Japończyków, przyjmował bez zbędnych formalności olbrzymie ilości europejskich emigrantów. W krótkim czasie powstały w mieście dzielnice, nazywane od miejsc pochodzenia przybyszów Małym Berlinem lub Małym Wiedniem. Żydzi europejscy osiedlali się w dzielnicy Hongkou (Hongkew). Wśród nich również uciekinierzy z Gdańska.

Pani Rita Alster przybyła do Szanghaju wraz z ojcem, Erichem Markowskim, pod koniec 1938 roku jako niespełna ośmioletnia dziewczynka. W ubiegłym roku, po siedemdziesięciu latach od wyjazdu, przyjechała po raz pierwszy do Gdańska, by „tuż przed śmiercią zobaczyć jeszcze raz miejsce mojego szczęśliwego dzieciństwa i żeby córka wiedziała, co to jest ten Dancig, o którym wciąż opowiadam”:

 „Moja mama umarła kiedy miałam dwa miesiące. Nie znałam jej. Mam tylko zdjęcia mamy i gałązkę z jej grobu na cmentarzu Stolzenberg [cmentarz żydowski na Chełmie – MA]. Mój tata, który urodził się w Berlinie, wyjechał z Gdańska i w Berlinie powtórnie się ożenił. Ja zostałam w Gdańsku u rodziny mamy. Dobrze nam się działo. Kuzyn mamy, Wilhelm Zamory, miał sklep z lustrami, obrazami i różnymi innymi szklanymi rzeczami do mieszkania. Miał duży dom, a ja miałam własny pokój. Miałam lalki, zabawki i ogród. Chodziłam z tatą i nową mamą na plażę, na spacery, do zwierzyńca w Oliwie. Wiodłam szczęśliwe życie. Kiedy miałam trochę ponad siedem lat tata zabrał mnie do Berlina, a stamtąd pojechaliśmy do Włoch, gdzie tata miał kuzynkę. W Mediolanie. Mieszkaliśmy u niej ponad trzy miesiące, a potem z Triestu wypłynęliśmy statkiem do Chin. Dwa miesiące płynęliśmy. Dobrze pamiętam tę podróż”.

Triest był wówczas największym portem żydowskiej emigracji do Palestyny. Już w latach 20. przez La porta di Sion (Bramę Syjonu), jak nazywano port nad Adriatykiem, przewijały się tysiące emigrantów. W latach 30. ruch emigracyjny na linii palestyńskiej znacznie wzrósł: w roku 1932 było to 8 254 emigrantów, w roku 1938 już 57 638 osób głównie z Polski, Austrii i Niemiec, w tym również z Wolnego Miasta Gdańska. Bardzo szybko powstały w krajach europejskich wyspecjalizowane linie żeglugowe obsługujące ruch emigrantów. W Polsce ich przewozem do Palestyny, Stanów Zjednoczonych i krajów Ameryki Południowej zajmowały się głównie Gdynia-America Lines, których statki regularnie zawijały do Triestu w drodze do Hajfy. Warto w tym miejscu dorzucić, że w lipcu i sierpniu 1939 roku w transportach drogą morską z Gdyni do Anglii wyjechało 176 dzieci żydowskich głównie z Polski. Pierwsza grupa, licząca 24 dzieci, wyjechała z Gdyni na pokładzie statku GAL ss. „Warszawa”, 14 lipca, druga (152 dzieci), również na pokładzie „Warszawy” – w sierpniu.

 Rita Alster: „Tam w Chinach było dobrze. W Szanghaju zamieszkaliśmy u kuzynki taty. Wtedy każdy przyjeżdżał do rodziny albo znajomych. Mieszkaliśmy w dużym domu, w którym były dwa mieszkania i ogród. Ta kuzynka taty wyszła za mąż za angielskiego lorda, ale on zmarł i ona była samotna. Byliśmy u niej trzy lata. Chodziłam do angielskiej szkoły.

Później wyjechaliśmy do Harbinu, w Mandżurii. Tam mówiło się tylko po rosyjsku, tam każdy Chińczyk mówił po rosyjsku. W Harbinie chodziłam do rosyjskiej szkoły, w której była Talmud Tora [żydowska szkoła religijna – MA], były dwie synagogi, był szpital żydowski, była szkoła hebrajska. I nam tam było dobrze. Byliśmy tam dziesięć lat. W roku 1950 pojechaliśmy do Izraela. A teraz jestem z córką w Gdańsku. Gdańsk jest bardzo piękny. Już trzy dni chodzę i chodzę, patrzę i patrzę”.

 Australia

 Przywołany wcześniej Elias Jaffe wspomina: „Mój przyjaciel został wysłany do Australii na statku »Dunera«”. W tym jednym zdaniu zawiera się kolejna tragiczna historia żydowskiego losu czasów wojny; do dziś w Anglii i Australii wstydliwie przemilczane, spychane w zbiorową niepamięć dzieje „Dunera Boys”, blisko dwóch tysięcy żydowskich chłopców i mężczyzn, którzy, co prawda, uciekli spod łopaty nazistowskiej kostuchy, ale dostali się w tryby bezmyślnej, biurokratycznej machiny rządu Jego Królewskiej Mości. Często płacąc za to życiem lub życiem w poniżeniu. I ta historia ma swoje gdańskie wątki.

Rok po wybuchu wojny władze brytyjskie obawiając się inwazji z kontynentu i podejrzewając, że wśród niemieckich uchodźców na Wyspach znajduje się wielu hitlerowskich szpiegów aresztowały ponad 75 tysięcy Żydów, którzy schronili się w Wielkiej Brytanii. 10 lipca 1940 roku, na statku HMT „Dunera”, z Anglii deportowano do Australii 2 542 osoby uznane za „wrogich cudzoziemców”. Wśród nich blisko pięciuset niemieckich i włoskich jeńców wojennych oraz 2 036 żydowskich chłopców i mężczyzn (w wieku od 16 do 60 lat) z Niemiec, Austrii, Gdańska i innych krajów europejskich. Wśród nich również niedawnych uczestników Kindertransportów. Jednym z nich był przyjaciel Eliasa Jaffe, Siegmund Lewinsohn, jak i on uczestnik trzeciego gdańskiego Kindertransportu z 10 lipca 1939 roku (patrz. foto na str.).

Statek mógł zabrać na pokład maksymalnie 1 500 pasażerów (łącznie z załogą). Podróż do Australii trwała 57 dni w fatalnych warunkach sanitarnych i higienicznych, bez dostatecznej opieki medycznej, ze skandalicznym wyżywieniem. Dochodziło do licznych, krwawych zatargów między żydowskimi uciekinierami, a żołnierzami niemieckimi oraz szykan ze strony 309 słabo wyszkolonych, ale wyraźnie wrogo nastawionych strażników brytyjskich. Więźniów bito, zmuszano do wykonywania poniżających prac na pokładzie, głodzono i okradano. W czasie rejsu doszło do kilku niewyjaśnionych zabójstw Żydów, popełnionych bądź przez niemieckich jeńców, bądź przez angielskich lub australijskich żołnierzy.

Aresztowani Żydzi umieszczeni zostali w dwóch obozach o zaostrzonym reżimie w Hay (Nowa Południowa Walia) i Tatura (Victoria). Dopiero w roku 1942 Anglia uznała całą akcję za „ubolewania godny błąd” i wszystkich bezpodstawnie aresztowanych zwolniła. Siegmund Lewinsohn wstąpił do armii australijskiej i, jak wielu spośród „Dunera Boys”, walczył z Niemcami. O rejsie nie mówią inaczej, jak „Dunera Hell”, a o statku „hell ship” – „piekło Dunery” i „piekielny statek”.

 Kladovo

 22 listopada 1939 roku z Gdańska wyruszył do Palestyny transport pięćdziesięciu Żydów gdańskich. Zamkniętym pociągiem gdańszczanie przez Berlin, Wrocław i Wiedeń dotarli po kilku dniach do Bratysławy. Tu zostali zaokrętowani na parowiec rzeczny „Uranos”, który miał ich przewieźć do któregoś z portów czarnomorskich, jednak na granicy węgierskiej statek został zawrócony. Po zaokrętowaniu, wraz z blisko tysiącem Żydów z Niemiec i Wiednia, na trzy statki „Car Duszan”, „Kralica Maria” i „Car Nikola”, emigranci ponownie wyruszyli w dół Dunaju. W grudniu, z powodu zamarznięcia rzeki, transport zostaje zatrzymany i internowany w serbskim Kladovie.

Wśród gdańszczan był również tegoroczny maturzysta z Gimnazjum Polskiego w Gdańsku, Felix Nasimow. Nie udało mu się wyjechać do Londynu, szansę ratunku zobaczył w transporcie „50.”. W lutym 1940 roku pisał do, przebywającego szczęśliwie w Anglii, najbliższego przyjaciela, kolegi z klasy, Aleksandra Lewnsztajna (list udostępnił nam adresat):

 „Drogi Ali, [...] Jestem szczęśliwy, że możemy teraz korespondować i że jest ktoś, przed kim mogę otworzyć swoje serce i mówić, co myślę, skoro wśród wszystkich tych 1200 osób, które tu żyją stłoczone razem na trzech małych statkach, nie ma ani jednej, z którą mógłbym rozmawiać o tym, co tu się dzieje.

Wspominałem ci już, że jesteśmy w drodze do Palestyny od 22 listopada. Minęło cztery i pół miesiąca, a wciąż jesteśmy w Jugosławii i parę dni temu nasz przewodnik ogłosił, że w najbliższych tygodniach nie będzie możliwości, by ruszyć dalej. Nasza podróż, jak dotąd, była dobrze zorganizowana, ale już nie jest, to znaczy – wywiedli nas w pole i zostawili na lodzie. Nikt z nas nie spodziewa się, że ujrzy Ziemię Palestyńską choćby jeden raz i ludzie mówią, że policja ześle nas do „domków”, bo Agencja Morska potrzebuje parowców, a my jesteśmy już „internierte”. [...] Wszyscy żyjemy stłoczeni jak śledzie, bo jest mało miejsca i w czas obiadu niektórzy nie mają miejsca, by usiąść i oczywiście młodzi chłopcy muszą stać. W naszej grupie jest około 800 młodych dziewcząt i chłopców w wieku około dziewiętnastu lat i 500 starszych ludzi w wieku od trzydziestu do sześćdziesięciu lat, większość z nich to rodzice, których dzieci są już w Palestynie. Skoro jest nas taka duża ilość, zdarzają się czasem nieporozumienia i kłótnie, dotyczące miejsc do siedzenia, do spania itp. i wszyscy stają się nerwowi. Ja osobiście mam się dobrze na tyle, na ile to możliwe, sypiam pod stołem; oczywiście mam mało miejsca. Najgorsze jest to, że nie mamy żadnego zajęcia i cały dzień siedzimy na słońcu. Jedyne, co robię, to gimnastykuję się rano, a potem piszę listy. Policja jest na tyle wspaniałomyślna, że wolno nam schodzić na ląd na około pięć godzin w ciągu dnia, gdzie zbudowaliśmy sobie boisko do piłki nożnej i gramy. To wszystko. [...]”.

 Pod koniec kwietnia 1941 roku Królestwo Jugosławii pada ofiarą agresji Niemiec. Żydzi z Kladova zostają umieszczeni w obozie koncentracyjnym w Šabacu. 12 i 13 października wszyscy mężczyźni z transportu zostali rozstrzelani. Kobiety i dzieci zostały zagazowane spalinami w ruchomych komorach gazowych w styczniu 1942 roku.

 Mauritius

 26 sierpnia 1940 roku 527 osób z żydowskiego przytułku Aschenheimów przy ulicy Stągiewnej oraz z getta „Czerwona Mysz” na Wyspie Spichrzów wysłanych zostało ostatnim transportem emigranckim do Palestyny. Na terenie stoczni gdańskiej zostali załadowani do zaplombowanych wagonów towarowych.

Emigrantów zaokrętowano w Bratysławie na dunajski parowiec „Helios”, na innych dwóch płynęli Żydzi z Austrii i Pragi. W czarnomorski porcie Tulcea wszystkich umieszczono na trzech pełnomorskich statkach pasażerskich: „Atlantic” (gdańszczanie), „Pacific” i „Mylos”.

24 listopada 1940 roku statki zawinęły do Hajfy. Brytyjskie władze mandatowe Palestyny nie zgodziły się jednak na wyokrętowanie pasażerów. Zaczęto ich przenosić na statek „Patria”, którym mieli być odesłani z powrotem do Europy. W tym momencie na „Patrii” wybuchła bomba podłożona przez żydowskich partyzantów z „Hagany”. Chodziło o unieruchomienie statku i zmuszenie Brytyjczyków do przyjęcia uchodźców. Ładunek wybuchowy był jednak za duży: 260 emigrantów (w tym gdańszczanie) zginęło, „Patria” zatonęła. Wszyscy uchodźcy zostali deportowani do brytyjskiej kolonii karnej na Mauritiusie. W więzieni w Beau Bassin, w którym zostali umieszczeni panowały fatalne warunki higieniczne, niedostateczne wyżywienie i opieka medyczna, szerzyły się epidemie groźnych chorób – na malarię i tyfus zmarły dziesiątki osób. Dopiero w sierpniu 1945 roku władze brytyjskie zezwoliły tym, którzy przeżyli na wyjazd do Palestyny.

[1] [2] [3] [4]